Tego nie pamiętam!
Podobno pierwszą sceną, na której próbowałam swoich tanecznych sił była wikińska skrzynia w namiocie.
Muzyka, którą najczęściej słyszałam, nie miała rozbudowanych aranżacji. I była zawsze na żywo, a instrumenty miały naturalne brzmienie.

To już trochę pamiętam!
Taniec, a raczej pierwsze improwizacje. Prawie nieograniczona przestrzeń i góry dookoła. Radość, gdy słyszałam muzykę i mogłam wybiec z namiotu, żeby tańczyć.

 

Różni muzycy i dźwięki. Nowe miejsca Wolin i Grzybowo w Polsce, Ribe w Danii, Borre, Gudvangen i Lofoty w Norwegii. Szczęście w ruchu, w tańcu nieustannie takie samo!